obroncy_skarbow_2014_ikona

Obrońcy skarbów (2014 | film) – laurka wystawiona amerykańskim bohaterom

Obrońcy Skarbów 2014 Blu-ray

Obrońcy skarbów.

Z okładki patrzy na mnie kilka postaci w amerykańskich mundurach z okresu II WŚ. Panowie już nieco wiekowi, z zakresu 40-60 lat. Nie zraża mnie to, przecież George Clooney, wraz z ekipą świetnie znają się na doborze ról – wielokrotnie to udowadniali. Starsi panowie często są wybitnymi aktorami, Robert De Niro czy Al Pacino są tutaj dobrymi przykładami. Ale, w obsadzie tego filmu ich nie ma. Jest za to Bill Murray, doskonale znany z Dnia Świstaka. Jest John Goodman, przeważnie komediant, jest Matt Damon. Nie zabrakło również roli kobiecej, w która wciela się Cate Blanchett.

Czy znane nazwiska pomagają temu filmowi? Myślę, że pomagają dotrwać do końca, niestety nic poza tym. Film, mimo że świetny od strony technicznej – ale do tego już dawno przyzwyczaili nas twórcy z Hollywood – przedstawia się mizernie od strony fabularnej. Widzę protagonistów, amerykańskich specjalistów, którzy wbici w wojskowe mundury, starają się odzyskiwać skradzione przez Niemców, dzieła sztuki. Po nich widać…no właśnie, długo, długo nic, po czym raczony jestem stereotypowymi obrazkami niemieckich esesmanów oraz enkawudzistów, którzy z zatwardziałymi wyrazami twarzy, wykonują swoje zadania. Konflikt między nimi istnieje tylko teoretycznie, realnie nawet nie ma o czym pisać, a przecież walka antagonisty z protagonistą tworzy główną oś fabularną dobrego filmu. To co widzę na ekranie kojarzy mi się z filmem dokumentalnym, drogim, ze świetną scenografią oraz znaną obsadą, ale to wciąż tylko dokument.

Brakuje mi postaci z krwi i kości, chociaż jednej. Swoich sił na tym polu próbuje Matt Damon i chwała mu za to, jednak jego wysiłki nie na wiele się zdają, słaby scenariusz na to nie pozwala. Znajomość Murraya z kurduplowatym okularnikiem również nie wyczerpuje możliwości, jakie daje tego typu duet na ekranie, zresztą o jakim wyczerpywaniu tu mowa, temat jest zaledwie lekko poruszony. Wątek znajomości Damona z Blanchett jest już nieco dłuższy, widać że tutaj scenarzysta ma większe ambicje.

Na szczęście kilka scen jest wartych obejrzenia. W Remagen Murray odwiedza miejscowego piekarza, po czym korzysta z jego usług dentystycznych. Pod miastem gości u miłośnika sztuki, świeżo zwolnionego z niemieckiej armii – na pewno zapamiętam sposób w jaki dzieciaki zdradziły sympatie polityczne swego ojca. Nie brakuje również sceny wejścia na minę, na której delikwent jest zmuszony stać kilka godzin, tak aby koledzy zdołali zbudować konstrukcję o podobnej wadze, jednak to już widzieliśmy w innych produkcjach. Szczerze śmieszy mnie scena, w której zarówno lekarz jak i badany pacjent, ćmią cygarety i kaszlą jak gruźlicy. W jednej ze scen można nawet zobaczyć Fuhrera, ale wymaga to wzmożonej uwagi, ale tak po prawdzie to po cholerę go wypatrywać?! Moment, w którym Goodman orientuje się, że istnieje różnica między ślepakami, a nabojami ostrymi, też warto zobaczyć. Niezły jest też monolog Clooneya, który próbuje przekonać niemieckiego oficera do współpracy.

Do jasnej cholery! Gdzie w tym filmie jest konflikt? Gdzie emocje? Gdzie walka o przetrwanie?! Panie Clooney! Napisał pan scenariusz i wyreżyserował tą dość nieudaną laurkę. Po panu spodziewam się więcej, przecież grał pan w niejednym udanym filmie, ostatnio w Grawitacji – no i to jest produkcja godna mistrza! Akcja na orbicie, a jednak cały czas się dzieje! Emocje, relacja między bohaterami, walka o przeżycie. Tego szukam w filmach i to chcę dostać. No ale ok, widocznie reżyser i scenarzysta Clooney inaczej to widzi, być może uczucia patriotyczne są dla niego ważniejsze niż odbiór filmu przez szeroką widownię. Jeśli jego zamysłem było wystawienie laurki amerykańskim bohaterom, z narażeniem życia odzyskującym zrabowane dzieła sztuki, to ten zamiar udał mu się w 100%, patetyzm i nienaturalne zadęcie bije z większości scen. Jeśli jednak chciał stworzyć film wyróżniający się w zalewie amerykańskich produkcji to…też mu się udało – tyle że do mnie to zupełnie nie przemawia.

Na początku postawiłem tezę, czy raczej stwierdziłem, że film zrobiono na zamówienie księgowych. Nie do końca jest to prawdą. Z finansowego punktu widzenia mamy tu grube 70 milionów zielonych wpompowanych w produkcję. Kwota całkiem spora, więc trudno tu mówić o oszczędnościach. Ale mimo to oszczędzono, a ofiarą tej oszczędności jest tak scenariusz jak i reżyseria (w „pakiecie” wychodzi taniej). Panie Clooney, weź pan przeczytaj książkę „Jak napisać scenariusz filmowy?” Robina Russina i Williama Downsa. Napisali piękne kompendium, które porusza zarówno sprawy techniczne jak i metafizyczne. Warto po nią sięgnąć.

Ciekawostki:

Banknoty Jezioro Toplitz

Fałszywe banknoty (funty) wyłowione z jeziora Toplitz w Austrii.

Miło mi poinformować, że projekcja filmu, a może raczej kampania reklamowa, związana z filmem dała motywację do działania panu Michlowi Kaltenbrunnerowi, wnukowi Ernsta Kalterbrunnera, niemieckiego esesmana straconego w 1946 roku. Poinformował on publicznie, że w jeziorze Toplitz, które znajduje się w zachodniej Austrii, 98km od Salzburga, zalega spora ilość złota oraz innych skarbów, które umieścił tam jego wuj w okresie upadku III Rzeszy. Co prawda, swego czasu, wyłowiono tam płyty drukarskie oraz fałszywe banknoty (pewnie te same, którymi chciano zalać rynki USA i brytyjski), ale złota dotychczas nie znaleziono. Pozostaje organizować wyprawę i liczyć na duży zysk ;-)